Dostałam kiedyś dyplom… Był dla mnie wyjątkowym potwierdzeniem.

dyplom

Dostałam kiedyś, na kolonii letniej w okresie podstawówki, dyplom. Było to wyróżnienie za jakieś osiągnięcia sportowe na kolonijnej olimpiadzie. Dumna byłam. Zbierałam takie dokumenty w jednej teczce. Podpisałam ją: „Kasia – nie dotykać!” To była ważna teczka. Sentymentalna nie jestem, ale dyplomy wciąż mam wszystkie 🙂

Znaczące potwierdzenie

Słowo dyplom oznaczało dla mnie wyjątkowe potwierdzenie, że wysiłek się opłacił. Z upływem lat dyplom stał się dla mnie pożądanym potwierdzeniem uzyskania pewnych kwalifikacji, wiedzy specjalistycznej. Był eleganckim poświadczeniem. Zawierał ważne podpisy osób potwierdzającyh zawarte w nim informacje.

Pierwszy dyplom od pediatry

Dziś mam trójkę dzieci. Dzieci dostają dyplomy. Po prostu non stop dostają dyplomy. Pierwsze otrzymane były od pediatry po szczepieniu wraz z zestawem naklejek, żeby dziecko nie bało się chodzić do lekarza. Kolejne od fryzjera z przyklejonym pierwszym odciętym pukielkiem włosów – gratulacje za pierwsze wytrwanie na fotelu fryzjerskim. Potem za udział w zabawie na chrzcinach kuzynki – animatorka rozdała. Kolejne na dzień dziecka z okazji festynu w przedszkolu i jeszcze w ten sam dzień dziecka, ale z okazji  festynu osiedlowego.

W przedszkolu dzieci dostają dyplom z okazji pasowania na przedszkolaka. I to była ważna sprawa. Ale w kolejnym roku było pasowanie na starszaka i znowu dyplom…

Po drodze było kilka dyplomów za udział w teatrzykach, wizytę w bibliotece, zbieranie zakrętek. Dyplom na zakończenie roku szkolnego, dyplom na rozpoczęcie. I jeszcze za udział w zajęciach językowych. Za udział w zabawie w sali zabaw. Dyplom za dyplomem. Wszystkich nie wymienię, nie pamiętam wszystkich. Mój czterolatek ma ich do tej pory więcej, niż ja zebrałam przez całe życie. A ostatnio chłopcy dostali taki nawet niewypisany, bo w akcji brała udział spora ekipa i organizatorzy rozdali dzieciom takie puste, tłumacząc się wielką ilością uczestników.

Pochwała

Ja rozumiem wychowywanie przez nagradzanie. Naprawdę rozumiem sens hasła:  chwalić zamiast tłuc. Dyplom to pochwała. Jeśli jednak małolat dostaje je, mimo, że wył przez całą wizytę u fryzjera, to wartość takiego dokumentu spada szybciej niż auta, które wyjechało z salonu. A jeśli dostaje ją tylko za to, że był w bibliotece, co samo w sobie powinno być nagrodą, to jak ma rozumieć ten dokument. Nie rozumie. Przynoszą więc sterty dyplomów do domu i tłuką się nimi nawzajem 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *