Jak to się u mnie zaczęło z biznesem pasywnym?

jak to sie u mnie zaczelo z biznesem pasywnym

Przede wszystkim wróciłam do pracy na etacie po długiej przerwie wychowawczej. Nie było to wszystko proste. Ale nie zamierzam rozpisywać się o moich emocjonalnych doznaniach związanych z porzuceniem fartucha na rzecz marynarki. Był to jednak ważny moment zwrotny dla mojego biznesu pasywnego.

Praca na etacie

Powrót po takiej przerwie do biurka w biurze uświadomił mi bezsensowność sytuacji mojej i wielu innych (szczególnie kobiet). Ja tu, dzieci tam. Obiadu w domu nie ma, a jak wszyscy wrócimy po południu, to zdążymy jedynie wydać zarobione pieniądze, bo na więcej czasu nie będzie. Do tego doszły myśli o uzależnieniu od pracodawcy i własnej bezdradności w tej kwestii. Wszystko było jakoś nie tak.

Po prostu polecał biznes pasywny

Mąż pokazał mi na youtubie filmik z vbloga pewnego małżeństwa. W nagraniu tym, które nie pamiętam czego dotyczyło, mąż rodzinki wspomniał o ich podejściu do pracy – i tak po prostu polecał biznes pasywny i zainteresowanie się tym hasłem. I tak widocznie mialo się stać, że to hasło utkwiło mi w głowie na dobre.

Zwyczajnie wpisałam biznes pasywny w wyszukiwarce

Dokłada się do tego na pewno sporo rozważań na temat godzenia życia, pracy, czasu dla rodziny itd. Rozmawiamy o tym często. Gryziemy w domu temat od różnych stron. Więc w sumie nie ma w tym nic dziwnego, że hasło to przykleiło się do mnie i nie odpuszczało.

Usiadłam kiedyś do komputera i zwyczajnie wpisałam biznes pasywny w wyszukiwarce. Poczytałam trochę. Za jakiś czas znowu na chwilę usiadłam, znów poczytałam.

Energia facebookowiczów

Założyłam w tym samym czasie konto na fb, żeby mieć więcej informacji dotyczących szkoł i przedszkoli moich dzieci, bo bez tego konta odczuwałam, że jestem trochę do tyłu z niektórymi wiadomościami. Chwila facebookowania i nie da się nie zauważyć, że ludzie poświęcają mnóstwo energii na udostępnianie filmów, tekstów lub obrazów innych osób, które jakoś tam im się spodobały. Minęło kilka kolejnych dni. Wpisując mój biznes pasywny w wyszukiwarce poraz kolejny, wtargnęłam na tematy pracy z domu, pracy zdalnej, ebiznesów itd. Pojawiła się pierwsza myśl: „A gdyby tak na Facebooku udostępniali moje filmiki?”.

Potem to było grzebanie w tych tematach wieczorami, czy też gdzieś w trakcie dojazdów. Było też morze myśli dotyczących tego, że nie jestem w stanie się nagrać i puścić tego w świat i że nie chcę pokazywać siebie, dzieci i domu. I o czym w ogole miałabym opowiadać, co nagrywać?

Szok na youtubie

Potem trochę czasu spędziłam na youtubie. Okazało się, ku mojemu zdziweniu, że ludzie kręcą filmiki i piszą dosłownie o wszystkim. Jeszcze chwilę poźniej przeżyłam kilka szoków, kiedy to zobaczyłam jaką oglądalność mają kanały nastolaktów o niczym lub filmiki, na których ktoś rozpakowuje paczki przesłane przez widzów z bezsensowną zawartością typu kawałek deski, zepsuta klawiatura i kaczka do wanny. No po prostu szok! Skoro takie coś cieszy się oglądalnością na poziomie, że kopara opada to chyba wystarczy się trochę bardziej wytężyć i też będzie dobrze i na poziomie. Dało mi to do myślenia i nie dawało spokoju.

Rozgryzanie hasła dochód pasywny

I znów powrót do wyszukiwarki i szperanie w tematach pracy bez szefa. Teraz ludzie chyba dzielą się na tych, którzy wolą oglądać filmiki i tych, którzy wolą czytać. Ja zdecydowanie wiedzy szukam częściej w postaci literek niż obrazów, czy filmów.

No i teraz, jak to wszystko zebrało się do kupy:

  • godzenie zarabiania ze wspólnym czasem rodziny i wieloletnie dywagacje na ten temat
  • pewna bezsilność w pracy na etacie
  • świadomość niemałych pieniędzy wpływającyh na konto autorów małoprzydatnych vblogów, które nie mam pojęcia jak wybiły się przed szereg
  • fb bombardujący mnie filmami i zdjęciami innych
  • drążenie tematu i rozgryzanie hasła dochód pasywny,

to dotarło do mnie, że dłużej migać się nie mogę i nie kiedy idziej, jak właśnie teraz muszę zacząć kombinować coś samemu. Przeglądając kilka blogów, które dotyczyły pasywnego zarabiania. Olśniło mnie, że pisanie to coś, co ja przecież zawsze lubiłam. No i okazało się, że mamy punkt wyjścia. Pisanie bloga.

Tak szczerze, to tak bardzo zaszyłam się z dziećmi w domu, że do niedawna nie byłam na tyle świadoma, żeby blogi odróżnić od zwykłych stron 🙂

Ponieważ najpierw pojawił sie biznes pasywny, a potem, że nim będzie blog, to zostalo w mojej głowie postanowione, że będzie to blog, który będzie regularnie ocierał się o tematykę pasywnych przedsięwzięć.

Pisanie bloga to też pomysł, którego źrodłem było kombinowanie pt.: jak zacząć biznes bez pieniędzy na start.

Wymyślając, że zacznę działać na własną rękę naprawdę nie miałam pojęcia, gdzie ja to jeszcze wcisnę w swoje życie. Ale tu już Was odeślę do -> mojego wpisu o prowadzeniu biznesu po pracy, który opisuje związane z tym wątpliwości i pokazuje, jak to u mnie wygląda.

Tak to właśnie się zaczęło. Nie zostałam blogerką z dnia na dzień. To był długi proces, który miał kilka punktów zwrotnych, który wymagał sporo przemyśleń. Historie pierwszych wpisów poznacie KLIKAJĄC TUTAJ.

Wyczerpująco, o tym, czym jest biznes pasywny – tak po ludzku, przeczytacie TUTAJ.

Miłej lektury!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *