Ssanie oleju. Musicie tego spróbować!

ssanie oleju

Dzisiejszy wpis jest efektem:

  • podążania zgodnie ze wskazówkami, które dostałam pod poprzednim wpisem
  • tygodniowej przerwy od wszystkiego na leczenie (chore zatoki, osłabienie i inne takie paskudstwa)
  • wielkiej ochoty podzielenia się moim najnowszym odkryciem dotyczącym metody, jaką jest ssanie oleju.

Chwile załamki są niezbędne, żeby docenić,  jak się ma dobrze, kiedy to już humor wraca 🙂 A niektóre okresy słabości, okazują się bardziej niż przydatne. Przeczytajcie, czego się dowiedziałam.

Okazało się, że byłam leniem

Na szczęście dzieci w ramach wakacji trafiły do dziadków, a ja leżąc w łóżku i marząc tylko o leżeniu, postanowiłam, że tym razem nie pójdę do lekarza. Przypomniały mi się moje dwie ostatnie wizyty u internisty (jesień 2017 i 2016), kiedy to gardło paliło tak, że innych pomysłów nie miałam, jak tylko udać się po pomoc. Uświadomiłam sobie ciężar dylematu jaki ma lekarz, do którego przychodzi bezradny zatrudniony na etacie rodzic w beznadziejnej formie. Dać mu antybiotyk i tym samym szybko ulżyć, zabijając kilka przydatnych elementów, czy też namówić do przemęczenia się, leczenia syropem z malin z korzyścią dla zdrowia, ale robiąc spory kłopot, bo co z pracą i zajmowaniem się dziećmi.

Tym razem mogłam poleżeć i jak trzeciego dnia już mi się chciało przejść do okna, to wzięłam do rąk książkę „Droga do zdrowia” Michała Tombaka. Zaglądałam do niej wcześniej, ale tym razem przeczytałam całość, pomijając kilka szczegółowych procedur oczyszczania organizmu od wewnątrz.

Kilka słów o Tombaku i książce

Profesor Michał Tombak to Rosjanin, który przeprowadził się do Polski, bo pod jego poprzednim domem wyczekiwały tłumy potrzebujących, co sparaliżowało mu życie. Postanowił podzielić się wiedzą w swoich książkach i nie przyjmuje już pacjentów. Propaguje on życie w zgodzie z naturą. Brzmi to dziś jak slogan reklamowy żelu do golenia, ale Tombak i jego filozofia życia, to życie NAPRAWDĘ w zgodzie z naturą.

Przeczytanie tej książki powoduje stan podobny do przywalenia głową w mur. Uderzył mnie mój brak świadomości i zrozumienia swojego organizmu. Okazało się, że byłam leniem 🙂 Leniem, który nie szuka rozwiązań, tylko idzie na łatwiznę – do przychodni, do apteki. Trochę pogrzebałam jeszcze na temat autora. Wielu się z nim kłóci, wielu z niego kpi, wielu jest mu dozgonnie wdzięcznych. Nie będę się tu rozpisywać na temat jego filozofii życia, energii CZI, wpływie faz księżyca – niech każdy sam to oceni.

W każdym bądź razie, Pan Michał Tombak to syn lekarki, który ma  w życiorysie bardzo chorowite dzieciństwo. To człowiek, który często chodzi boso, leczy się tylko tym, co może znaleźć bezpośrednio w naturze, który do organizmu podchodzi całościowo. To człowiek, który pomaga.

Na pewno z jego książek, każdy coś dla siebie dobrego wyciągnie, bez względu na to, czy zgadza się z jego filozofią życia, czy nie. W tej książce, którą mam ja, jest sporo sposobów leczenia naturalnego.

Każdy z nas słyszał od dziadka, babci, mamy, czy prababci, że na przykład:

  • noszenie bursztynów na szyi przez długi okres czasu leczy bóle głowy
  • sińce po oczami to oznaki anemii i braku żelaza
  • na kaszel najlepszy własny syrop z cebuli
  • najlepsze na przeziębienie jest picie ciepłego mleka z czosnkiem
  • jak włosy wypadają, to smaruj je jajkiem itd.

U Tombaka jest sporo tego typu porad z podziałem na dolegliwości. Autor podkreśla, że są to sposoby przynoszące ulgę, ale nie likwidujące przyczyny chorób. Czyli np. pijąc syrop z cebuli wyleczymy kaszel, ale nie powód dla którego mieliśmy kaszel. Dlatego autor skupia się przede wszystkim na metodach likwidujących przyczyny. Uczy, jak oczyszczać ciało od wewnątrz.

I tak trafiłam na metodę: SSANIE OLEJU.

Niektóre jego metody są dość wymagające, bo trzeba załatwić na przykład jakieś 9 kilo grejpfrutów. Choć czym to jest w stosunku do wartości, jaką jest zdrowie. Ssanie oleju jest akurat bardzo proste, tanie, mało wymagające i jak wszystkie jego przepisy – nie ma skutków ubocznych!

Niewybaczalnie długi wstęp mi wyszedł, bo chciałam zachęcić do zapoznania się z podejściem Tombaka do zdrowia, ale już zaczynam wyjaśniać, o co chodzi z tym olejem. Niektórzy mówią o ssaniu oleju, a nie którzy o płukaniu olejem. Wynika to prawdopodobnie z właściwości używanego oleju (niektóre oleje bardziej gęstnieją podczas tej operacji). Ale wszystkim chodzi o to samo – wypłukanie ust olejem.

Jest to prastara, pradawna, starodawna metoda. Nic nowego! Metoda, która brzmi dość dziwacznie, wywodzi się z Ajurwedy (system medycyny rozwinięty w starożytności) i ma swoje korzenie w starożytnej kulturze wedyjskiej.

Jak wykonać płukanie ust olejem?

Wystarczy rano na czczo płukać usta olejem przez 25 minut. I koniecznie wypluć wszystko na koniec, najlepiej do kanalizacji! I to wszystko.

Tombak pisze, że dobry jest olej słonecznikowy i taki też było mi najprościej kupić, ale wspomina też o arachidowym. U innych czytałam o sezamowym i kokosowym. Ważne, żeby były tłoczone na zimno i nierafinowane!

Na początku olej ciut gęstnieje, a potem miesza się ze śliną i robi się z tego taka biała woda. Ilość wziętego oleju do ust to około jednej dużej łyżki, ale potem jak się miesza ze śliną to – buzia pełna 🙂 Dlatego niektórzy biorą do ust mniej, inni więcej. Każdy sobie z czasem dobierze odpowiednią ilość do swojej paszczy 🙂 A jak zrobi się tego w buzi za dużo przed czasem, to trzeba trochę wypluć i kontynuować płukanie. Można płukać też wieczorem, ale to poranne wystarcza. Niektórzy piszą też o płukaniu gardła, ale to ciut bardziej ryzykowne, bo bardzo ważne jest, żeby tego nie połknąć. Płuczemy jeszcze przed umyciem zębów, potem wypluwamy i płuczemy buzię kilka razy i myjemy zęby.

No i teraz, po co to całe ssanie oleju

Otóż powalająco skutecznie leczy mnóstwo dolegliwości, bez żadnych ubocznych kłopotów. Trochę się wkręciłam w ten temat, powęszyłam i piszą tak:

  • że olej jakby zakleja niedobrym bakteriom możliwość rozwoju
  • że w jamie ustnej mamy całe mnóstwo niepotrzebnych rzeczy , a szczotkując zęby pozbywamy się tylko małej części, natomiast olej je likwiduje w dużej części
  • że język jest bardzo bardzo ukrwiony i cała dobra robota, jaką robi ssanie oleju, pięknie przedostaje się do krwioobiegu i jemu też dobrze czyni
  • że ssanie oleju to totalna detoksykacja organizmu, bo olej wyciąga toksyny

Co ssanie oleju zmienia?

  • poprawia stan uzębienia i dziąseł
  • sprawia, że poranny oddech jest przyjemniejszy
  • wybiela zęby – niektórzy tylko po to wykonują ssanie oleju, a cała reszta leczy im się przy okazji 🙂
  • dodaje energii
  • poprawia sen
  • wygładza skórę i sprawia, że jest mniej sucha
  • leczy zatoki i migrenowe bóle głowy
  • grypę, anginę i zapalenie oskrzeli

Wymieniać można w ten sposób wszystkie choróbska świata, bo chodzi o to, że każdemu pomaga na coś innego, oczyszczając organizm z bakterii. Wymieniłam te najczęściej kojarzone ze ssaniem oleju. Niektóre stany przewlekłe trzeba cierpliwie leczyć  płucząc w ten sposób usta nawet pół roku, czy rok. Ja wykonuję płukanie ust olejem dopiero drugi tydzień i jestem tak zaskoczona efektami, że postanowiłam się tym od razu podzielić. Sporo szczegółów o tej metodzie przeczytacie też u wszechstronnej Agnieszki Maciąg – polecam.

A tak ssanie oleju wygląda u mnie

Po dwóch dniach ssania ustąpił mi ból zatok (a miałam go pierwszy raz i fajny nie był). Zazwyczaj, jak mnie dopadnie jakiś niechciany wirus, to po kilku dniach już funkcjonuję, ale ciągną mi się jeszcze jakieś małe pozostałości przez np tydzień czy dwa, a tym razem wszystko – jak ręką odjął. Miałam zawroty głowy – nie mam. Śpię lepiej. Mam więcej energii. Nie wiem jak to działa, ale naprawdę czuje, że mam jej więcej. Co najmniej z jednej kawki mogę zrezygnować 🙂 Jestem spokojniejsza. Czuję wyraźnie różnicę w wyglądzie skóry twarzy i rąk. A podkreślam, że ssanie oleju trwa u mnie dopiero drugi tydzień!

Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze to słonecznikowe cudo potrafi. Każdy ma, co najmniej kilka dolegliwości, na które mógłby się poskarżyć – zachęcam więc gorąco do wypróbowania tej metody. Nie ma się zupełnie nic do stracenia. A jak nie wyssiecie całej butelki, to polewajcie olejem sałatki 🙂

Zachęcam także do poznania własnego organizmu przy pomocy profesora Tombaka. To niezwykle ciekawa lekcja.

Wyleczyłam już kilkukrotnie gardło ssaniem oliwek. Łagodziłam ukąszenia octem jabłkowym. I wiem już, że przyłożenie na oparzone miejsce startej marchewki sprawia, że nie pozostaje żadna blizna, a to tylko ułamek jego porad!

Podzielcie się tak, jak ja z innymi – udostępniajcie. Zdrowia!

2 Replies to “Ssanie oleju. Musicie tego spróbować!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *