9 rzeczy, które w rodzinie wielodzietnej kupuje się hurtowo

9 rzeczy, ktore w rodzinie wielodzietnej kupuje sie hurtowo

Na wstępie chciałam podkreślić, że nie uważam swojej rodzinki za wielodzietną, ale tak już nas zwą 🙂 To, że liczba osobników w wielodzietnej ekipie wpływa na ogólną ilość wydatków jest dość oczywiste. Ale co konkretnie kupuje się w takiej rodzince w większych ilościach zobaczycie poniżej.

1. Mleko.

W naszej konstelacji dzieci (trójka chłopców co dwa lata) jeszcze wszystkie piją chętnie i dużo. Kupujemy całe zgrzewki.

2. Spodnie.

Najpierw dostaje najstarszy, jeśli jakiś nie przetrze to trafiają do drugiego. Drugi przeciera prawie wszystkie, więc ma z łatkami, a najmłodszy ma sporą kolekcję krótkich spodenek, powstałych w wyniku skracania spodni nie do uratowania.  Kupujemy wielopaki.

3. Płyn do prania.

Z moich wyliczeń wynika, że puszczamy średnio jedno pranie na dwa dni. Bęben mamy na 10 kilo wkładu i ta maksymalna pojemność  jest wykorzystywana dość często. Płyn do prania znika, tak szybko jak mleko.

4. Skarpetki.

Pewnego pięknego popołudnia postanowiliśmy sobie z mężem odpuścić pilnowanie chodzenia w kapciach. Mamy mniej nerwów i…skarpetek. Przecierają się jeszcze szybciej, odkąd trójka niszczarek odkryła, że bez kapci można się szybko ślizgać. I nikt mnie nie namówi do cerowania 🙂

5. Papier toaletowy.

Ma on znacznie więcej zastosowań, niż przeciętnemu obywatelowi przychodzi do głowy. Jeśli w rodzinie wielodzietnej przytrafiają się tygodnie kiedy wszyscy mają katar, wtedy paczki chusteczek po 100 sztuk nie wyrabiają i w ruch idą rolki papieru.

Maluchy lubią eksperymenty typu:

  • sprawdźmy jaka długa jest ta rolka: na całą łazienkę, czy aż do sypialni rodziców albo
  • ile tego trzeba, żeby zapchać muszlę

W związku z powyższym uważam, że papier powinni dostarczać każdemu pod dom, tak jak kiedyś mleko (najlepiej razem z mlekiem), bo ciągle go musimy targać po sklepie, do auta, z auta pod drzwi, spod drzwi do łazienki. A zanim tam dotrze służy jako krzesełko, tarcza obronna lub wielgachne klocki. I często rozpakowywany nie ma już postaci rolek.

6. Kubki i talerze.

Tu też podjęłam się skrupulatnych obliczeń i wychodzi na to, że raz w tygodniu coś się tłucze. Najczęściej kubki i talerze, ale jak chłopcy rozładowują zmywarkę to bywa, że tracimy pozostałe części zastawy 🙂 Do tych przedmiotów przywiązywałam się niegdyś mocno. Przestałam.

7. Płyn do kąpieli, pasta do zębów, mydło w płynie.

Zabiegi higieniczne wykonywane przez chłopców z racji potrzeby nauki samodzielności i podejmowania wszelkich prób udowodnienia niezależności od starszych kończą się… jakby to napisać…  – bywa, że tubka pasty starcza na raz. Podobnie bywa z płynem do kąpieli: zanim się zorientuje, że go dorwali to więcej go w wannie niż wody.

Wszelkie metody pilnowania, chowania, wydawania, ograniczania skutecznie przedłużają czas bez rozlewu, ale spryciarze, co jakiś czas niezauważeni wychodzą z łazienki z pastą do zębów na spodniach, bluzach, włosach.

A wiedzieliście, że niebieskim płynem do kąpieli można malować po wannie i wszędzie dookoła ładne rzeczy?

8. Banany

Z bananami to jest tak, że one po prostu rozwiązują wiele problemów bandy wielodzietnej:

  • jak włączy się bąblowi: „nigdy już nie będę jadł” i mama Kasia zadręcza się, bo nie umie przestać myśleć o tym, ile dziecko zjadło i czemu tak mało, to zawsze przynajmniej banana wciągnie i mamie lżej
  • jak trzeba przygotować sycący posiłek z prędkością torpedy to banany ratują sytuacje: koktajl, jogurt z musli i bananem, sam banan, banan z rodzynkami itp.
  • jak w ostatniej chwili przed wyjściem wpada do głowy myśl, że dobrze mieć jakąś przekąskę przy sobie, to w torbie lądują właśnie banany
  • jak choróbsko dopadnie i nic się nie chce jeść, robić się nie chce, spać się nie chce to…banana się zje
  • i w plecaku się zazwyczaj nie rozwala
  • i w każdym wieku jeść można
  • jedni doradzają na przeczyszczenie, inni leczą nim rozwolnienie

Im więcej osób, tym więcej bananów!

9. Łyżeczki.

Znikają w tajemniczych okolicznościach. „Były w szkolnym pudełku śniadaniowym i nie ma.” „Były na stole i znikły”. „Mieszałem herbatę i gdzieś dałem.”

Pojawiają się czasem w zaskakujących miejscach: w lodówce; w piaskownicy; w koszu na śmieci, zazwyczaj w towarzystwie kubeczka po jogurcie; w plecaku; w kaloryferze.

Czekam, aż wymyślą ekologiczne jednorazowe…

To chyba tyle, a jak się coś zmieni to dopiszę. Bardzo jestem ciekawa jak wyglądałaby taka lista u innych rodzinek typu Pełna Chata 🙂

3 Replies to “9 rzeczy, które w rodzinie wielodzietnej kupuje się hurtowo

  1. Ja bym dodała jeszcze masło. Nie patyczkujemy się już z kostkami 250g tylko konkretny 580g w ilościach hurtowych. Chleb też jest wiecznie na tapecie. I bluzki z krótkim rękawkiem. Nie mam pojęcia co się z nimi dzieje. Parę idzie do żłobka i przedszkola na tzw. „w razie gdyby” a reszta krąży gdzieś w kosmosie i jak otwieram szafę w przypadku konieczności brania nowej to okazuje się ze znowu są jakieś dwie ostatnie na dnie szafy 😉

    1. A mi się przypomniało jeszcze, że hektolitry herbaty wypijamy. Zrobienie herbaty z jednej saszetki w jednym kubku (jak to ludzie mają w zwyczaju) się nie opłaca, bo zaraz trzeba jednemu i drugiemu robić kolejną. Robię więc w największym dzbanku, jaki udało mi się kupić, z kilku saszetek naraz. Dzbanki wypijamy czasem dwa dziennie. A w standardowym opakowaniu herbaty owocowej jest tylko 20 saszetek 🙂

    2. Dziś własnie moja trójeczka próbowała się ubrać razem w tym samym momencie w jedną koszulkę i mam teraz nową poszewkę na kołdrę. Tak – z bluzeczkami też ciężko nadążyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *