Sam decydujesz o własnym życiu? Zwyczajnie niezwykła wizyta w warzywniaku.

Warzywniak

Wiedziałam to jakby od dawna, ale dopiero wizyta w warzywniaku pomogła mi ubrać to w słowa. Będzie to wpis motywujący 🙂

W warzywniaku

Stałam w kilkuosobowej kolejce. Sprzedawca spieszył się, żeby nie stało się w niej zbyt długo. To jeden z takich sprzedawców, którym zależy. Wykonuje zawsze wiele czynności na raz. Nakłada warzywa, dopytuje, czy te mniejsze bulwy, czy większe, doradza, opowiada o owocach, waży, liczy, wkłada do reklamówek, pomaga starszym zapakować na rower, przytrzymuje, popija zimną kawą, obrywa zbędne liście, wita przechodniów rzadko używanym już słowem: „serwus!”. Ludzie stali w tej kolejce tacy zaspani. Chcąc ich zadowolić zadawał wiele pytań, np: czy może rzodkiewkę włożyć do reklamówki z sałatą.

Przyszła kolej Pana przede mną. Pan warzywniakowy złapał zadyszkę. Wziął głęboki wdech. A ten Pan jakoś tak, chyba chcąc mu ulżyć, zaczął pytać. Czy te żółte jabłka są twarde? Czy mógłby mi Pan nałożyć 10 sztuk tych i tamtych? Czy uśredniłby mi Pan cenę fasoli żółtej i zielonej, pomieszał i nałożył razem 1 kg, bo to szybciej? Mógłby mi Pan to wszystko, co już zważone przesypać do torby z jabłkami? Nie lubię mieć tylu reklamówek. Wszystko to trwało chwilkę, sprzedawca w zasadzie tylko przytakiwał, nie musiał czekać na odpowiedź. Odpoczął. Pan klient był bardzo zadowolony. Miał wygodnie przygotowane zakupy. Odchodził czując moc. Moc decydowania. Przyjemnie było się temu przyglądać. Nawet miałam wrażenie, że rozbudziło to pozostałe osoby w kolejce.

Zwykle sprzedawca myśli nad tym, co z czym zapakować i jak policzyć, nie wiedząc nawet, co jeszcze planujemy kupić i jakie mamy upodobania. Niektórzy pewnie wolą nie upychać szczypioru między brukselki. Kiedy nam proponuje jakieś rozwiązanie, zazwyczaj zaczynamy myśleć, po chwili przytakujemy nie chcąc marudzić. My mamy wtedy gorzej i sprzedawca wyczerpany 🙂

Cała ta sytuacja to oczywiście drobnostka. Jak się jednak zbierze ich w ciągu dnia trochę. Wracamy do chałupy z poczuciem, że nie mamy wpływu na nasze życie. A mamy…tylko my!

W przychodni

Niektórych pytań jednak się boimy… Czemu?

Czy macie, tak jak wielu, że przed wejściem do przychodni ściska Was, bo trzeba zapytać: kto ostatni?

Ściska żołądek, bo jest duże prawdopodobieństwo, że to pytanie zrodzi szereg kolejnych – nawet, o zgrozo, kierowanych do nas. Aby tego stresu uniknąć trzeba wejść z zamiarem zadania wielu pytań, aby wyczerpać temat:

  • Dzień dobry, czy wchodzi się wg godzin?
  • Czy lekarz już przyjmuje?
  • Czy ktoś jest w środku?
  • Dlaczego Pan nie wie jaką godzinę ma wyznaczoną? Nie podali Panu? Nie pytał Pan? Dlaczego Pan nie pytał?
  • Czy jeśli mam tylko dostarczyć wyniki, to czy mógłbym wejść teraz przed Państwem? A może z wynikami są tu inne zasady?
  • Czy mógłby się Pan w recepcji upewnić, czy ma Pan na za dziesięć, czy dziesięć po 13-tej, bo ja mam na 13-tą i nie wiem, czy jestem przed Panem czy po?

Ludzie w kolejce szepczą. Zadawajmy pytania na głos. Wyjaśnijmy wszystko wieloma pytaniami, bez zamiaru nieprzyjemnej wymiany zdań. Niech prawie każde zdanie wypowiedziane w przychodni będzie pytaniem – to rozwiąże problem. I znów poczujemy moc załatwiania i decydowania. Pojawienie się takiej osoby chcącej wyczerpać temat, podobnie jak w warzywniaku, tak i w przychodzi, wszystkim przynosi ulgę.

Zadawajcie pytania!!! To proste, to sposób na życie, w którym Wy decydujecie!!! Niech moc będzie z Wami Drodzy Czytelnicy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *